ZSRR pod okupacją. Prawda i mity - Inicjał

Idź do spisu treści

Menu główne:

ZSRR pod okupacją. Prawda i mity

Oferta > Historia Rosji, poszczególne książki
 

ZSRR POD OKUPACJĄ. PRAWDA I MITY
autor: Boris Sokołow
wydawca: Inicjał
ISBN 978-83-930461-5-7
B-5, 336 stron, oprawa twarda


N
AKŁAD CHWILOWO WYCZERPANY

Gorzka prawda o niemieckiej okupacji ZSRR. Autor ukazuje codzienność okupowanego kraju, próbuje też odpowiedzieć na pytanie: dlaczego jedni ludzie przyłączali się do partyzantów, a inni z okupantem kolaborowali? Dlaczego tak masowym zjawiskiem była prostytucja kobiet? Pokazuje tylko pojedyncze fragmenty Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, o których wcześniej, w czasach sowieckich dyskretnie milczano - jak choćby o tzw. diabelskiej alternatywie, czyli o wyborze pomiędzy Stalinem a Hitlerem, którego musiała dokonać ludność cywilna i jeńcy wojenni. Całkowitym tabu w sowieckiej historiografii było to, że wśród kolaborantów mogli znajdować się ludzie współpracujący z Niemcami z własnej woli. Nie wspominano również, że dla ludności cywilnej partyzanci stanowili często takie samo zagrożenie jak okupanci, a Żydzi ginęli nierzadko nie od niemieckiej, lecz od partyzanckiej kuli. Zagadnienie ruchu partyzanckiego należy do jednych z ważniejszch w książce, z tym, że autor ukazał nieznane dotychczas jego aspekty: bandytyzm i maruderstwo, miejsce kobiet w oddziałach, stosunek do swych żywicieli, czyli chłopów, stosunek do oddziałów partyzanckich innych formacji, m.in. polskich oddziałów AK. Szczegółowo ukazane też zostały organizacyjne fenomeny terytorialne na terenach okupowanych,jak np. Republika Łokocka Kamińskiego, rosyjskie wojskowej wojskowe współpracujące z Niemcami ROA i RONA.
Powstała książka, która zmienia naszą ocenę tego, co działo się na okupowanych przez Niemców terenach Związku Sowieckiego.


SPIS TREŚCI

Wstęp
Padł rozkaz przetrwać 
„Przestrzeń życiowa”: plany a rzeczywistość
Jeniec wojenny to wróg
Sowiecki ruch partyzancki z punktu widzenia Moskwy i Berlina
Jak w Moskwie przygotowywano się do wojny partyzanckiej
Partyzanci przeciwko chłopom
„Gdy pośle nas w bój towarzysz Stalin”
Partyzanci sowieccy: opinia z Berlina
Jak Niemcy walczyli z partyzantami
Nieco statystyki
„Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”
Pomiędzy dwiema dyktaturami
Republika Łokocka
Własow – zdrajca i patriota
Kolaboranci – dzieci różnych narodów
Chłopi kolaboranci
Kwestia polska
Propaganda: Goebbels kontar GławPUR
Pieśni partyzantów i kolaborantów
Czujni czekiści na niemieckich tyłach: bij swoich tak, by obcy się bali
Codzienność okupacji
Smutne podsumowanie
Suplement
Literatura  
Indeks  nazwisk 
Słowniczek terminów



......................................................................................................

FRAGMENT KSIĄŻKI


Padł rozkaz: przetrwać
Przetrwać – to był główny cel wszystkich, którzy znaleźli się na okupowanych terenach sowieckich, obojętnie czy miejscowej ludności, jeńców, czy też samych Niemców i ich sojuszników. Przetrwać można było na różne sposoby. Jedni szli do partyzantki, przy czym niekoniecznie prosowieckiej. Przypomnę, że na okupowanych terenach aktywnie działały: polska Armia Krajowa (AK), Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) i Litewska Armia Wyzwoleńcza (LLA) [lit. Lietuvos Laisvés Armija – przyp. tłum.]. Miejscowa ludność i jeńcy wojenni wstępowali do policji, Wehrmachtu lub SS, zostawali starostami lub burgomistrami, pracowali w zachowanych przez okupantów szpitalach i szkołach. Również dla niemieckich żołnierzy, policjantów i urzędników utrzymanie się przy życiu nie było łatwe. Wielu z nich cieszyło się, że uniknie frontu z jego czołgami i armatami Armii Czerwonej, szybko jednak okazywało się, że śmierć od partyzanckiej kuli jest równie blisko. Inni szukali ratunku, wydawałoby się, w samym piekle – dezerterowali z Wehrmachtu i SS do oddziałów partyzanckich. Jeszcze inni dekowali się w szpitalach na tyłach. Byli tacy, którzy żywili nadzieję, że zapewnią sobie przetrwanie w składzie oddziałów pacyfikacyjnych lub w Sonderkommando Służby Bezpieczeństwa (SD – Sicherheitsdienst), niszcząc „wszystko, co się rusza”.
W szeregach tych, którzy wybrali drogę walki, trafiali się zwolennicy idei narodowosocjalistycznych, komunistycznych, zdeklarowani i bezkompromisowi zwolennicy niepodległości Ukrainy, Polski, Białorusi i krajów nadbałtyckich, byli też równie zdeterminowani rosyjscy patrioci – sympatycy „jednej i niepodzielnej Rosji”.
Jednak większość chciała po prostu przeżyć – uniknąć kuli, obojętnie czy niemieckiej, czy partyzanckiej, zdobyć dość chleba, ziemniaków i innych produktów dla siebie i swojej rodziny, aby nie umrzeć z głodu, zorganizować choć trochę drewna lub węgla na opał, ukryć przed Niemcami ciepłą odzież, aby nie zamarznąć zimą. Potrzeby ich wszystkich ścierały się wzajemnie – musieli walczyć o raczej ograniczone zasoby, z których czerpać jeszcze musiała wielomilionowa armia niemiecka w Rosji.
Istotnym warunkiem przeżycia była „przynależność rasowa”, a dokładniej – etniczna. Rasowa doktryna narodowego socjalizmu nie pozostawiała miejsca dla „małych narodów”, pozbawionych ojczystej ziemi – Żydów i Cyganów skazanych na całkowitą zagładę. Dalej w „skali szkodliwości” szli Polacy – „odwieczni wrogowie” Niemców, których liczebność należało maksymalnie ograniczyć, a państwowość zlikwidować, nie zezwalając na żadne formy samorządu. Ponieważ na Białorusi Polacy byli na ogół lepiej wykształceni od Białorusinów, niekiedy mianowano ich starostami, burgomistrami lub członkami urzędów ziemskich i magistratów. Dla okupantów był to jednak stan tymczasowy. W styczniu 1943 roku szef SS i policji w Białorusi Hoffman oznajmił: „Zagadnienia związane z Polakami na Białorusi są równie ważne, w dalszym ciągu odczuwamy tu poważny ich dopływ z Polski. Polacy uważają Białoruś za swoje dominium. W każdym z nich należy widzieć przeciwnika, który próbuje się maskować. Dlatego też z tych wsi, w których są jeszcze polscy burgomistrowie, należy ich jak najszybciej usunąć”. Jednakże naziści nie zakładali totalnej eksterminacji narodu polskiego.
Następni w kolejności byli Rosjanie i Białorusini, podobnie jak Polacy „podludzie”, die Untermenschen, mieli jednak pewną przewagę nad Polakami – przysługiwało im pierwszeństwo przy powoływaniu na stanowiska do samorządów lokalnych na terenach okupowanych. Mieszkańców zachodniej – polskiej – Białorusi uważano za bardziej godnych zaufania niż zarażonych sowieckim, komunistycznym duchem „wostoczników”.
Na wyższym niż Polacy i Białorusini stopniu rasowej piramidy stali Litwini i Ukraińcy (w przypadku tych ostatnich, podobnie jak na Białorusi, mieszkańcy regionów zachodnich mieli przewagę nad tymi ze wschodu). Litwinom, którzy niedawno mieli jeszcze własne państwo, pozwolono na pewną formę samorządności, podobnie jak i dwóm innym bałtyckim narodom – Łotyszom i Estończykom. Jednak z powodu długotrwałego dzielenia wspólnego z Polakami terytorium, a tym samym „wymieszania rasowego”, ani Litwinów, ani Ukraińców nie uważano za „narody aryjskie”.
Tego zaszczytu spośród ludności ZSRR dostąpili tylko Estończycy, Łotysze, Kozacy, Tatarzy z Krymu i Powołża, Kałmucy, Osetyńcy, Ingusze, Czeczeńcy i szereg innych ludów Północnego Kaukazu i Zakaukazia. W dalszej perspektywie mieli być germanizowani i stworzyć wspólnotę z narodem niemieckim. Tymczasem ich przedstawiciele korzystali z pierwszeństwa przy powoływaniu na stanowiska administracyjne nie tylko u siebie, ale na wszystkich okupowanych terytoriach sowieckich, i mogli bez przeszkód tworzyć własne formacje bojowe w Wehrmachcie i SS.
Wreszcie na samym szczycie piramidy stali Volksdeutsche (etniczni Niemcy) – ludzie narodowości niemieckiej mieszkający na terytorium sowieckim i w Polsce. Często zajmowali oni wyższe stanowiska administracyjne, byli tłumaczami w niemieckich organach okupacyjnych, włączano ich w szeregi Wehrmachtu i SS. Jednak ze względu na długotrwały pobyt ich przodków oraz ich samych poza granicami Rzeszy Volksdeutsche nie byli uważani za dostatecznie czystych na poziomie rasowym i godnych pełnego zaufania w życiu politycznym. Dlatego ich awans służbowy podlegał pewnym nieoficjalnym ograniczeniom. Na przykład w Wehrmachcie i SS mogli bez przeszkód awansować do rangi kapitana (Hauptsturmführera) włącznie. Ale nadanie Volksdeutschowi stopnia oficera sztabowego, poczynając od majora (Sturmbannführera), uzależnione już było od uzyskania specjalnego zezwolenia wyższych instancji.
Teoretycznie podczas okupacji Volksdeutsche mieli najwięcej szans na przeżycie. Jednak jeszcze przed wkroczeniem wojsk niemieckich wielu z nich zostało deportowanych lub rozstrzelanych przez organa NKWD. Później kolejni stali się celem dla partyzantów. Za to tym, którzy po wojnie wycofywali się wspólnie z armią niemiecką i trafili do sojuszników zachodnich, nie groziło wydanie z powrotem w ręce Stalina. Takimi szczęśliwcami okazali się również Ukraińcy i Białorusini z Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi, Polacy, Estończycy, Litwini, Łotysze. W gorszej sytuacji znaleźli się Kozacy i „aryjczycy” narodowości kaukaskich, Rosjanie oraz urodzeni we wschodnich obwodach Ukrainy i Białorusi – tych alianci bez litości kierowali do sowieckich stref okupacyjnych Niemiec i Austrii. Dla wielu z nich oznaczało to jedno – śmierć od kul czekistów lub w GUŁAG-u [sytem obozów pracy przymusowej; nazwa od: Gławnoje Uprawlenije Isprawitielno-Trudowych Łagieriej i Kolonij – Główny Zarząd Poprawczych Obozów Pracy].
I jeszcze jedno. Należy pamiętać, że ludzi normalnych, starających się zachować ludzką twarz w warunkach wojny, zarówno wśród żołnierzy i oficerów armii okupacyjnej, jak i partyzantów i kolaborantów, była większość. Jednak zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie trafiały się także jednostki skłonne do sadyzmu i okrucieństwa, zdolne wypełnić każde polecenie. Do Sonderkommand SD i do pacyfikacyjnych oddziałów NKWD starannie dobierano ludzi, którzy według cech moralno-psychologicznych nadawaliby się do niełatwej pracy kata. To było prawdziwe zbiorowisko kreatur. „Bohaterowie” Katynia z oficerskimi naszywkami na kołnierzach bluz wojskowych w niczym nie ustępowali „bohaterom” Babiego Jaru odzianym w mundury z runami SS. A przecież to właśnie przez porównanie z ludźmi tego pokroju Niemcy osądzali Rosjan, a Rosjanie Niemców. Prawdziwymi przestępcami byli przywódcy Związku Sowieckiego i Rzeszy Niemieckiej – dziesiątki i setki ich wydawały zbrodnicze polecenia, a tysiące i dziesiątki tysięcy je realizowały. Miliony zaś były dobrowolnymi lub przymusowymi uczestnikami zbrodni.
Sytuacja przeciwników Stalina była całkiem inna niż przeciwników Hitlera, i to zarówno podczas wojny, jak i po jej zakończeniu. Antyfaszyści niemieccy solidaryzowali się równocześnie z zachodnimi sojusznikami i ze Związkiem Sowieckim. Tych wszystkich, którzy polegli, jak i tych, którzy przeżyli, w wyzwolonej ojczyźnie i w krajach zwycięskich słusznie uznano za bohaterów.
W innej sytuacji znaleźli się przeciwnicy komunizmu. Na przykład Republika Łokocka K. P. Woskobojnika i B.W. Kamińskiego lub Rosyjska Armia Wyzwoleńcza z generałem Własowem na czele mogły prowadzić walkę tylko w sojuszu z Niemcami. Jedynie stamtąd mogły otrzymać pomoc materialną i uzupełnienie w postaci jeńców zwolnionych z obozów. Inne antykomunistyczne organizacje, m.in. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów kierowana przez S. A. Banderę, były sojusznikami Hitlera tylko przez pierwsze tygodnie lub miesiące wojny sowiecko-niemieckiej, później natomiast walczyły przeciwko obu dyktaturom. W krótkim okresie sojuszu z Niemcami wielu zwolenników „trzeciej siły” zdążyło splamić się udziałem w „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej” i w innych niechlubnych akcjach. Niestety, za bagnetami zachodnich sojuszników skryło się wielu Ukraińców, Litwinów, Białorusinów, Łotyszy, Estończyków i Mołdawian winnych zbrodni przeciwko ludzkości. Dla ścisłości dodam jednak, że wielu antyfaszystów, późniejszych funkcjonariuszy partyjnych i państwowych NRD, również splamiło się represjami i wspólnym z wojskami sowieckimi stłumieniem powstania 17 czerwca 1953 roku.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego